Niezależnie od tego jak trudno jest ustalić rodowód obecnego sposobu świętowania Walentynek, i dociec kiedy to zamieszanie się zaczęło i gdzie… faktem jest, że od kilku czy kilkunastu lat 14. luty jest dla wielu osób i par dniem obdarowywania się drobnymi upominkami, słodyczami, karteczkami-Walentynkami, na których można wyznać komuś sympatię i miłość…

Może to być sposób dla wstydliwych na zebranie się na odwagę by osobiście lub anonimowo wyznać komuś swoje zakochanie, zauroczenie albo wręcz zaprosić na pierwszą randkę.  

Świętowanie Walentynek wywołuje głosy sprzeciwu i niezadowolenia, głównie ze względu na komercjalizację oraz zbyt intensywne promowanie par w kontraście do osób żyjących w pojedynkę, które w pewien sposób czują się wykluczone i napiętnowane nie mając swojej drugiej połówki…

Gdybyśmy jednak mogli (do czego zachęcamy) odsunąć komercjalizację, niechęć do nadmiaru upominków, które krzyczą do nas z witryn sklepowych, nachalne reklamy i jakiegoś rodzaju przymus, który się wokół 14. lutego dzieje i pomyśleć jaka idea kryje się za Walentynkami? 

O co tego dnia chodzi? 

Głównym tematem jest MIŁOŚĆ, SERDECZNOŚĆ, OKAZYWANIE drugiej osobie tego, że jest ważna, że jest jakąś istotną częścią czyjegoś życia. 

Bez wątpienia jest to dzień głośnego mówienia i okazywania wzajemnych emocji, czułości i intensywności uczuć osób zakochanych, par, małżeństw- niezależnie od ich wieku i stażu.

Pamiętajmy jednak, że to świętowanie ma jeszcze drugą stronę, która często się ujawnia, być może pod spodem pierwotnej idei sprzed wieków- okazywanie serdeczności i uwagi osobom, które lubimy. Przyjaciołom, dzieciom, rodzicom, i po prostu, zwyczajnie drugiemu człowiekowi, chociażby sąsiadowi, czy właścicielowi/właścicielce starego psa, którego mijamy na spacerze w parku. 

Skorzystajmy z takiego święta miłości jakim są Walentynki, by okazać ludziom radość z tego, że są, że są dla nas ważni. Być może jest to dobry czas by powiedzieć im za co ich cenimy i co w nich jest takiego, że lubimy się z nimi spotykać, widywać, rozmawiać. Może tego jeszcze nie wiedzą o sobie? Sprawmy im radość doceniając ich/jego/jej pojawianie się w naszym życiu. Mówiąc drugiej osobie dobre słowa obdarowujemy też siebie pozytywnymi emocjami.

I jeszcze jedna, ogromnie ważna kwestia w dniu dzisiejszym i każdego kolejnego dnia:  doceniajmy siebie samego i wręczajmy sobie życzenia Walentynkowe. To bywa czasem najtrudniejsze, a przecież jesteśmy dla siebie najważniejsi i dobrze byłoby życzyć sobie dobrze i kierować do siebie serdeczność i dobre słowo o nas samych jak najczęściej się da.

Zatem i dziś i i każdego następnego dnia, każdemu życzymy:

Obyśmy mówili do siebie wzajemnie językiem serdecznym i przyjaznym. 

Obyśmy potrafili doceniać wzajemnie swoje działania.

Obym serdecznie i przyjaźnie odnosiła/odnosił się do siebie samej/samego.

Obym potrafił/potrafiła doceniać siebie każdego dnia.

Zachęcamy, by przymierzyć się do tych zdań albo dopisać swoje bardziej dopasowane do własnego ucha i potrzeb 🙂

Poniżej wybrane fragmenty artykułu „Walentynki – ptaki łączyły się w pary, a ludzie zapadali na padaczkę” z Gazety Wyborczej, opublikowanego w dniu 14 lutego, autor: Sebastian Duda.

„W starożytnym Rzymie, na pewno jeszcze w czasach republiki, 15. dnia miesiąca zwanego po łacinie Februarius (czyli luty) obchodzono niezwykłe święto. Rozpoczynało się w grocie Lupercal. (…) Wedle tradycji wilczyca (łac. lupa) karmiła tam bliźniaków Romulusa i Remusa – założycieli Wiecznego Miasta.” (…)

„Jednak są i tacy historycy Kościoła, którzy twierdzą, że Luperkalia zostały zastąpione wspomnieniem niezwykłego męczennika – św. Walentego, który przed śmiercią z radością dawał błogosławieństwo parom chcącym się pobrać i mieć dzieci.” (…)

„Postać św. Walentego nie jest łatwa do identyfikacji, w kościelnych zapiskach można się doliczyć 16 świętych o tym imieniu, a oficjalnie Kościół rzymski przez wieki – do 1969 r. – czcił trzech. (…) Obszerniejsze wzmianki zachowały się jedynie o dwóch pierwszych św. Walentych. Mają jednak wyraźnie hagiograficzny charakter i trudno sprawdzić, w jakim stopniu opierają się na faktach, a jak bardzo obecne są w nich typowe dla późnej starożytności i wczesnego średniowiecza wyobrażenia o idealnej świętości.” (…)

W średniowieczu św. Walenty istotnie czczony był albo jako uzdrowiciel epileptyków, albo patron zakochanych. W Niemczech jego imię kojarzyło się ze słowem fallen (padać). Z tego powodu 14 lutego uważano tam za dzień feralny, gdyż łatwo można było wtedy zachorować na padaczkę, zwaną też „wielką chorobą”. Wierzenia takie znane były również w innych częściach Europy, gdzie św. Walenty z uzdrowiciela epileptyków przemieniał się w sprawcę owej choroby. W Polsce – najpewniej już od początku XVI w. – imię Walek często przypisywano diabłom. W wigilię św. Walentego przestrzegany był też skrupulatnie zakaz szycia, gdyż ukłucie igłą mogło sprowadzić nieuleczalną padaczkę. (…)

Jako patron zakochanych św. Walenty czczony był przede wszystkim we Francji i w Anglii. Obyczaj wybierania bądź losowania w dzień św. Walentego ukochanego lub ukochanej poświadczony jest na Wyspach co najmniej od 1476 r. Podobnie jak podczas rzymskich Luperkaliów 14 lutego losowano imiona przyszłych mężów i żon. Dziewczęta i chłopcy przyszywali sobie kartki z nimi do rękawa i nosili przez następny tydzień. (…)

Pod koniec XVI w. we Francji pojawił się nowy obyczaj – na jednym z balów wydanych w dniu św. Walentego przez króla Henryka IV każda z panien otrzymała bukiecik od przypisanego jej przez dworskiego ochmistrza kawalera. Znajdowały się w nich liściki, które niebawem zaczęto nazywać walentynkami. Zwyczaj szybko się upowszechnił, a na karteczkach pojawiły się rysunki serc, amorków oraz miłosne wiersze i wyznania. (…)

W XIX w. liściki podpisywano powszechnie we Francji i krajach anglofońskich: „Będziesz moją walentynką!” albo „Twój Walenty” (lub „Walentyna”). Nic dziwnego, że w końcu pojawił się walentynkowy przemysł pocztówkowy. Już ok. 1800 r. Amerykanka Esther Howland przygotowała zestaw gotowych kart walentynkowych. (…)

Do Polski kult św. Walentego trafił najpewniej już w późnym średniowieczu. Święty znany był głównie jako orędujący za epileptykami i nerwowo chorymi. (…)

Obecność relikwii św. Walentego w aż tylu miejscach w Polsce dowodzi popularności jego kultu – szczególnie w baroku. Był on jednak u nas uznawany przede wszystkim za wspomożyciela w chorobach, a nie patrona zakochanych. Dopiero od kilkunastu lat polski Kościół promuje św. Walentego jako dobrodzieja narzeczonych i małżeństw. (…)

Jednak tym próbom wciąż daleko do adoracji, jaką św. Walenty cieszy się w umbryjskim Terni – to jedyne miejsce na świecie, gdzie 14 lutego jest dniem wolnym od pracy. W święto patrona zakochanych do miasteczka przyjeżdżają setki młodych par, które w miejscowej katedrze przy grobie św. Walentego ślubują sobie, że do końca roku wezmą ślub.” https://wyborcza.pl/alehistoria/7,121681,21350873,walentynki-ptaki-laczyly-sie-w-pary-a-ludzie-zapadali-na.html

autorka tekstu i wyboru fragmentów z artykułu w Gazecie Wyborczej: Beata Muszyńska-Dębska

 

Leave a Reply